czwartek, 7 sierpnia 2014

tortowo

Nie pozostaje nic innego jak tylko podzielić się małymi sukcesami, bo zrobienie takiego tortu uważam za sukces ;) z każdym kolejnym tortem większy sukces... 










czwartek, 12 grudnia 2013

Spotkajmy się w kawiarni ... i poczytajmy

Biblioteka to cudowne miejsce, cisza spokój, zaglądasz między półki pełne książek w poszukiwaniu tej, która Cię pochłonie, od pierwszej do ostatniej strony, od której ciężko Cię będzie oderwać. Od zawsze marzyło mi się posiadanie własnej domowej biblioteczki, nie tylko takiej półki, no może dwóch albo trzech,  na książki, ale osobnego pomieszczenia gdzie na każdej ścianie będą półki pełne książek... na razie to tylko marzenia. Na ten moment musi mi wystarczyć osiedlowa biblioteka publiczna. Tam właśnie wśród ogromnej ilości książek znalazłam:

Historia Issy Randall, młodej dziewczyny pracującej w wielkiej korporacji, zakochanej(?) w swoim chłopaku i szefie w jednej osobie, który owszem jest zakochany, ale bardziej w sobie niż niej. Jak to w takich historiach bywa Issy zostaje uwolniona z korporacyjnego kieratu, czyli po prostu zwolniona, załamana nie wie co ma dalej zrobić ze sobą i swoim życiem, postanawia zacząć robić coś co uwielbia i jest jej pasją, czyli piec babeczki, zachęcona przez przyjaciół otwiera kawiarnie. Czy uda jej się przetrwać i pokonać wszelkie przeciwności? Czy zrealizuje swoje marzenia? tego nie powiem, po prostu to trzeba przeczytać i samemu się przekonać. 

Książkę czyta się szybko i przyjemnie, a z każdą kolejną stroną czuć cudowny zapach świeżo upieczonych babeczek... hmmm, a co najważniejsze można te babeczki upiec samemu, ponieważ są podane przepisy. Niestety nie miałam czasu żadnego wypróbować, ale jak tylko mi się uda, to podzielę się wrażeniami.



środa, 11 grudnia 2013

biszkopt idealny

czy istnieje biszkopt idealny? zrumieniony, ale niezabardzo, taki który pięknie wyrasta i nie opada po wyjęciu z piekarnika? no cóż wygląda na to, że tak. Po wielu próbach mniej lub bardziej udanych, odniosłam sukces. Wszystko za sprawą jednej prostej rady: pieczemy biszkopt, a potem go rzucamy, nigdy bym nie uwierzyła gdybym się nie odważyła go rzucić.
Biszkopt nasączyłam kawą z amaretto i przełożyłam masą z serka mascarpone, powstał tort a'la tiramisu, obłożony masą cukrową. Masa mascarpone wymaga dopracowania, więc dziś będzie tylko przepis na biszkopt. Zdjęć wnętrza tortu nie udało mi się zrobić, ponieważ bardzo szybko zniknął, ale tak to jest jak się zrobi tort na 23 osoby w tortownicy 28 cm.

 Tort przygotowałam na chrzciny nowego członka naszej rodziny, córeczki Małgorzaty :)

Składniki na biszkopt

4 jajka (osobno białka i żółtka)
2/3 szklanki cukru
2/3 szklanki mąki tortowej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

Białka ubijamy na sztywną pianę, potem stopniowo dodajemy cukier, cały czas mieszając dodajemy po jednym żółtku do uzyskania jednolitej masy. Przesiewamy mąkę i proszek do pieczenia, dodajemy do ubitej masy, delikatnie mieszamy. Ciasto przekładamy do formy wysmarowanej tłuszczem (moja forma to tortownica o średnicy 28 cm), wstawiamy do rozgrzanego piekarnika na 180 stopni (termoobieg) na 35 -40 minut (do suchego patyczka). I teraz najtrudniejsza rzecz, trzeba ciastem rzucić, a właściwie to zrzucić z wysokości ok 50 cm, odstawić z powrotem do piekarnika, zostawić przy uchylonych drzwiczkach do ostygnięcia.

Naprawdę warto rzucić :)

piątek, 15 lutego 2013

ciasteczka kruche i ....


To był 15 luty tak jak dziś, niedzielne przedpołudnie. Ciągle padał śnieg, choć było go już wystarczająco dużo. Byli umówieni na obiad u Jej rodziców. On zaproponował spacer przed obiadem. Ona się zgodziła. I tak spacerowali po zasypanych groblach, rozmawiając nie wiadomo o czym. Śniegu było po kolana, ale to nie miało większego znaczenia, przecież byli razem. Gdy zbliżali się do Jej domu, On ukląkł przed nią w tym wielkim śniegu, wyciągnął z kieszeni kurtki małe czerwone pudełeczko i zadał To pytanie "Czy zostaniesz moją żoną?" W tym momencie przestał padać śnieg, a zza tych gęstych ciężkich chmur na chwilę wyszło słońce. Ona oczywiście się zgodziła, przecież nie mogła pozwolić, by klęczał w tym śniegu ;)

  Ot taka historia pewnych zaręczyn.


Jako, że jest 15 luty upiekłam pyszne kruche ciasteczka dla Męża (z tego przepisu klik z połowy porcji)


składniki
250 g mąki pszennej
150 g masła
100 g cukru pudru
1 łyżeczka cukru waniliowego
3 żółtka
szczypta soli


wszystkie składniki zagniatamy ze sobą, ciasto zawijamy w folię spożywczą i wkładamy na  30 minut do lodówki (ja wsadziłam na 15 minut do zamrażalnika, choć nie wiem czy to był doby pomysł). Ciasto rozwałkowujemy na grubość około 5 mm, wykrawamy dowolne wzory, przekładamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Pieczemy 10 minut w temperaturze 180 stopni C.

Ja swoje ciasteczka polukrowałam lukrem z wody i cukru pudru i barwników. Niestety proporcji nie podam bo robiłam to na oko.




niedziela, 27 stycznia 2013

muffin z niespodzianką ;)

Niespodzianki lubię, ale tylko te pozytywne.

Próbuję sobie przypomnieć niespodziankę, jaka mi się przydarzyła... i nic nie przychodzi mi do głowy po za skrzypcami na naszym ślubie. Może powodem tego zaćmienia umysłu jest późna pora. Już wiem :) Wielką niespodzianką było miejsce gdzie spędziliśmy pierwszą rocznice ślubu... piękne miejsce.



A tym czasem mało wakacyjna rzeczywistość...  pomału wychodzimy z zapalenia płuc Małego Człowieka, niestety nie obyło się bez zastrzyków. Na samą myśl, aż mi ciarki przechodzą po plecach. Moje małe biedactwo...

Mąż i ja też nie najlepiej się czuliśmy cały tydzień, zatkane nosy, zatoki i ból gardła, to też  na szczęście przechodzi.

Na niedzielne popołudnie do herbatki upiekłam muffinki :P Chodziły za mną cały tydzień, aż w końcu znalazłam trochę czasu i oto są. Pyszne, delikatne, bananowe, czekoladowe... fantastyczne:) i z niespodzianką w postaci mango, które tak jakoś się przyplątało do mojej kuchni i prosiło, żeby je wykorzystać.


Składniki (12 muffinek)

2 dojrzałe banany
1 mango
2 jajka
1/2 szklanki oleju
1 i 1/2 szklanki mąki
1/2 szklanki cukru pudru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
połamana na drobne kawałeczki gorzka czekolada

Mango i banany rozgniatamy widelcem ( ja tak zrobiłam, chociaż następnym razem pewnie mango pokroję w drobną kostkę, żeby było bardziej wyczuwalne)

Mokre składniki, czyli jajka i olej ubijamy w jednej misce. Następnie do drugiej miski przesiewamy mąkę, cukier puder, sodę oczyszczoną, proszek do pieczenia, dodajemy połamana czekoladę i mieszamy. Suche składniki łączymy z mokrymi, na samym końcu dodajemy rozgniecione banany z mango. 

Przekładamy do formy na muffiny wyłożonej papilotkami, pieczemy w temperaturze 200 stopni przez 25 minut. (termoobieg).

Smacznego :)

Przepis ten podpinam pod akcję BANAN, O TAK!




środa, 23 stycznia 2013

pierwszy raz

Tak, dzisiaj o pierwszym razie. a raczej pierwszych razach ;) naszło mnie tak bo właśnie koło mnie na blasze czeka, mój pierwszy własnoręcznie przygotowany, chleb, czeka na gorący piekarnik. Na palniku gotuje się po raz pierwszy barszcz...

Pierwsze moje wspomnienie związane z moim Mężem, to kolonia w Trzebuni (takiej malej wiosce koło Myślenic). Już wtedy wiedziałam, że jest fajnym facetem, ale niestety starszym, który nawet nie spojrzy na taką małolatę (czwarta albo piąta klasa). Nasze drogi się tam zeszły, potem się rozeszły, żeby zejść się w roku 2007.

Pierwsza randka, chyba, bo nie wiem czy to była randka? W Krakowie, przyjechałam załatwiać sprawy na uczelni i się umówiliśmy w kawiarni siesta cafe. Za każdym razem jak tam jestem wspomnienia wracają :) Jak będę w Krakowie koniecznie muszę ją odwiedzić i wypić gorącą czekoladę. ;)

hmm... jednak to nie była pierwsza randka, bo randki zwykle kończą się pocałunkiem, albo chociaż uściśnięciem dłoni, a ja sobie tego nie przypominam

W taki razie pierwsza randka to będzie obiad w Tawernie w Oświęcimiu, tak to była randka :) Szczerze nie pamiętam jak smakowało, pamiętam tylko to zdenerwowanie mojego męża. Wtedy tak uroczo mu drga kącik.

Dziś już jesteśmy razem 5,5 roku i z każdym dniem kocham Go jeszcze bardziej :)



a na obiad, placuszki z cukinii z sosem bazyliowym

Składniki

3 małe cukinie
3 jajka
0,5 szklanki mąki
1 łyżeczka suszonego tymianku
pieprz
sól

sos
1 mały kubek jogurtu naturalnego
3 łyżki śmietany
kilka gałązek bazylii
ząbek czosnku
sól
pieprz

cukinie ścieramy na tarce o dużych oczkach, solimy i odstawiamy na 10-15 minut aż puści soki. Dobrze osączamy, żeby na nas nie prysnął gorący tłuszcz. Dodajemy jajka, mąkę, tymianek, sól i pieprz, wszystko razem mieszamy, smażymy na maśle z dodatkiem oliwy na złotobrązowy kolor.



Sos. Bazylię drobno siekamy, dodajemy do jogurtu, połączonego z śmietaną, wyciskamy czosnek przez praskę, solimy, pieprzymy do smaku.

Smacznego:)



sobota, 19 stycznia 2013

Tort Maji

Tak, tort... na urodziny. Niby nic, a jednak.
Urodziny jednej z moich sióstr, a mam ich trochę (całe 4).
Maja właśnie odwiedziła nas w Gliwicach.  Wczoraj obchodziła swoje ostatnie naste urodziny, więc postanowiłam to uczcić i upiec Jej tort. Oto efekty mojej pracy :P

Pomysły na masy zaczerpnęłam stąd


Składniki

różowy biszkopt
4 jajka
100 g cukru
120 g mąki pszennej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
odrobina czerwonego barwnika w żelu

kakaowy biszkopt
4 jajka
100 g cukru
2 łyżki kakao
100 g mąki
1/2 łyżeczki 

biała masa
250 g śmietanki kremówki
200 g białej czekolady
250 g serka mascarpone

masa czekoladowa
50 g cukru
1 jajko (oddzielnie żółtko i białko)
1 żółtko
1 łyżka kakao
1/4 szklanki śmietanki
30 g masła
100 g gorzkiej czekolady

do nasączenia
50 ml likieru kokosowego
100 ml syropu z ananasa w puszce 

Przygotowanie

Biszkopt różowy:

Jajka ubijamy z cukrem na gładką, gęstą i jasną masę, następnie dodajemy barwnik i mieszamy go z masą, aż ta nabierze jednolitego koloru ( barwnik można pominąć, wtedy biszkopt będzie w kolorze naturalnym). Do masy przesiewamy mąkę z proszkiem i delikatnie, ale dokładnie mieszamy, przelewamy do natłuszczonej formy. Pieczemy w temperaturze 180  stopni przez 20 minut.

Biszkopt kakaowy
Wykonanie jest bardzo podobne jak biszkoptu różowego tylko zamiast barwnika dodajemy kakao. Pieczemy również w 180 stopniach przez 20 minut.

Oba biszkopty odstawiamy aby wystygły i zabieramy się za białą masę

W rondelku o grubym dnie zagotowujemy śmietankę, zdejmujemy z ognia i dodajemy połamaną białą czekoladę. Mieszamy, aż czekolada się rozpuści, łączymy z serkiem mascarpone. Wstawiamy do lodówki/zamrażarki gdy nam się spieszy, czekamy aż masa trochę zgęstnieje.

Gdy mas będzie już wystarczająco gęsta,ale nie za gęsta, przekładamy nią ciasto.


Ponieważ biszkopt różowy wyszedł mi wyższy niż brązowy postanowiłam przeciąć go na dwie części, jedna zostawić w całości, a z drugiej i biszkoptu kakaowego powycinać krążki, tak jak na zdjęciu wyżej :) ot taka moja fantazja.

Układamy cały różowy krążek, nasączamy, a na nim rozkładamy plastry ananasa ( mi nie zostało ich za wiele, bo się zjadły :) ) wykładamy 2/3 białej masy i przykrywamy kolejnym krążkiem ciasta. Nasączamy, wykładamy pozostałą część masy i przykrywamy pozostałym, nasączonym ciastem :P. Wkładamy do lodówki/zamrażarki, żeby biała masa jeszcze bardziej stężała.
 Właściwie na tym można by zakończyć, oczywiście jakoś tak ładnie przyozdabiając ten tort, ale nie dla mojej siostry, wykończenie musi być, więc jak tort się zestala w lodówce robimy masę czekoladową.


Do metalowej miski w kąpieli wodnej wsypujemy około 15 g cukru (1,5 łyżki) dodajemy żółtka, kakao i śmietankę, mieszamy drewnianą łyżką, aż masa zgęstnieje i zacznie lepić się do łyżki. Zdejmujemy miskę z garnka, wrzucamy czekoladę połamana na kawałeczki i masło, mieszamy, aż się rozpuszczą i połączą ze sobą. Z białek i reszty cukru ubijamy sztywną pianę i delikatnie łączymy z tym co nam powstało w misce :)
Całość wykładamy na ciasto i wkładamy z powrotem do lodówki, tym razem na dłużej. Ja zostawiłam na noc, następnego dnia ozdobiłam i już.

Przyjechała reszta sióstr z rodzicami (braciszkowie nie chcieli/nie mogli przyjechać) i zjedli tort, najbardziej smakowała im biała masa:) ale gwarantuje że całość też jest bardzo dobra.




Wszystkiego dobrego Siostra !

wtorek, 15 stycznia 2013

Ponownie...

I tak minęły przygotowania świąteczne, potem święta i nowy rok.

Minęły już dwa tygodnie nowego roku.

Ja dalej jestem w lesie z pracą magisterską i dalej brak motywacji.

Staram się ogarnąć, ale nie wychodzi.

Szukam swojego miejsca w życiu, bo przecież każdy ma jakieś swoje miejsce. Może macie pomysł na jakąś ciekawa pracę?

Powodem długiej przerwy przede wszystkim, były moje rozmyślania i ciągle porównywanie się do innych, niestety na niekorzyść. Co znacznie obniżało wartość mojej własnej osoby. I tak było, aż do niedzieli. Jak nie wyjdzie ksiądz na ambonę, jak nie powie, że wszystko co Bóg stworzył było bardzo dobre, a przede wszystkim człowiek, że człowiek jest arcydziełem bożym i nie wolno mówić, że się jest beznadziejnym, bo to Go po prostu obraża. I jeszcze parę innych mocnych słów, a ja siedziałam w ławce i czułam, że to do mnie jest to kazanie :) Pan Bóg doskonale wie co robi i jakich ludzi stawia na naszej drodze. Ciągle jestem w szoku, że to własnie to kazanie, było wtedy kiedy go najbardziej potrzebowałam. I tak postanowiłam wziąć się za siebie i robić to co robię dobrze, a wydaje mi się, że dobrze gotuję. I postanowiłam tu wrócić:)

Z rzeczy przyziemnych Mały Człowiek nie ma już dziurek w serduszku, bo jak się urodził miał, aż dwie. Na szczęście wtedy okazało się, że to normalne u takich maluszków i nie trzeba się tym martwić, tylko trzeba kontrolować. I tak kontrolowaliśmy, byliśmy na trzech wizytach i już. Jaka to jest niesamowita ulga. ufff... odetchnęłam.

Miał być blog kulinarny, a ja się rozpisuję na zupełnie inne tematy, przepraszam. Muszę nad sobą popracować :) Żeby nie było, że nie gotuję, bo gotuję, tylko nie mam czasu robić zdjęć albo przyjdą takie łakomczuchy i łasuchy jak moje ukochane rodzeństwo i nie ma co fotografować, a co to za przepis bez zdjęć? Człowiek przecież je nie tylko buzią, ale i oczami, więc zdjęcia są elementem niezbędnym w przepisie.

Tak się jeszcze zastanawiam, jak to jest, że na niektórych blogach przepisy pojawiają się codziennie, co się dzieje z tymi wszystkimi pysznościami. Nas jest tylko dwoje, nie liczę Małego Człowieka, bo nie je jeszcze wszystkiego, jak  coś przygotuję, albo upiekę to trudno jest nam to zjeść wszystko na raz. Jak Wy sobie z tym radzicie.

Jeszcze dla osłody zdjęcia wigilijno-świąteczne



Wspaniali mężczyźni z czterech pokoleń :P


po świąteczne odkrycie MC - choinka

czwartek, 6 grudnia 2012

tarta czekoladowa

Co dostaliście od Mikołaja? Ja ciągle czekam, a przecież byłam grzeczna. Na pocieszenie wczoraj zrobiłam sobie tartę czekoladową z lekką pomarańczową nutą.

Na pytanie czy jestem z niej zadowolona, odpowiem: i tak i nie, tak bo masa czekoladowa jest po prostu obłędna, a nie bo spód nie wyszedł taki jak chciałam. Nie zrażam się tym i będę próbować dalej, w końcu praktyka czyni mistrzem, a to była moja pierwsza tarta :) Muszę jeszcze dodać, że oczywiście nie mam formy do tart, więc zrobiłam ją z tortownicy, jest to jeden z powodów dla których nie pokazuję jej całej.

Przepis na spód zapożyczyłam z książki DESERY ŚWIATA, niestety nie mogłam znaleźć nigdzie autora. Masa jest wymyślona przeze mnie i jestem z tego dumna:)

 Składniki

Spód
250 g mąki
125 g masła
1 łyżeczka cukru pudru
1 mała łyżeczka soli ( ja dała pół łyżeczki)
0,5 szklanki wody

Masa czekoladowa

300 g śmietanki 30%
200 g gorzkiej czekolady
250 g serka mascarpone
4 łyżki cukru pudru
25 g miękkiego masła
skórka otarta z pomarańczy

Mąkę wsypujemy do miski, dodajemy masło pokrojone w drobną kostkę. Robimy  w mące dziurkę gdzie wsypujemy cukier i sól, całość mieszamy dodając stopniowo wodę, ciasto mieszamy a nie zagniatamy, aż do uzyskania kuli. Mi było sobie ciężko wyobrazić jak można to zrobić. Wzięłam więc stolnicę duży nóż i po prostu kroiłam wszystkie składniki razem, aż powstała rzeczona kula. Tak przygotowane ciasto wstawiamy do lodówki na 4 godziny.

Po tym czasie wyjmujemy ciasto z lodówki  i na oprószonej mąką stolnicy rozwałkowujemy do potrzebnych rozmiarów. Wypełniamy formę wysmarowaną masłem, ja pozakuwałam spód wykałaczką, podobno tak się robi, żeby ciasto się nie wybrzuszyło, mi się nie wybrzuszyło więc chyba działa. Wsadzamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni na ok 25 minut (czas pieczenia jest też podyktowany kolorem ciasta, ma być lekko zarumienione, w oryginalnym przepisie było 15 minut, ale ciasto nie zdążyło się zrumienić). Wyjmujemy i pozostawiamy do ostygnięcia.

Masa czekoladowa

Do garnka o grubym dnie wlewamy śmietankę i doprowadzamy ja do wrzenia, zdejmujemy z ognia i dorzucamy połamaną czekoladę. Mieszamy, aż czekolada całkowicie się rozpuści, dodajemy startą skórkę pomarańczy, pozostawiamy do ostygnięcia. W czasie kiedy śmietanka z czekoladą się studzą, dokładnie  mieszamy serek z cukrem pudrem i masłem na jednolitą masę, łączymy wszystkie składniki razem i przekładamy na spód tarty.

Tartę wstawiamy do lodówki na 2 godziny, aż masa zgęstnieje. Można też ozdobić tartę cząstkami pomarańczy, ja tego nie zrobiłam ze względu na Męża, który delikatnie mówiąc nie przepada za połączeniem czekolady i owoców! Jak można tego nie lubić, tego nie rozumiem, ale szanuję dlatego nie ma owoców na tarcie.




wtorek, 4 grudnia 2012

pierniczki ...

  oto są rzeczone pierniczki, nie są to zwykłe pierniczki. To NIEMIECKIE PIERNICZKI CIOCI EWY.



i tu parę słów wyjaśnienia, bo dlaczego niemieckie i dlaczego cioci Ewy. Otóż moja ciocia Ewa jest germanistką i ma wielu przyjaciół w Niemczech, od jednego z nich dostała przepis na pierniczki, przetłumaczyła go i rozdała swoim siostrom w tym mojej mamie. Stąd własnie są niemieckie i cioci Ewy. 
Z mamą próbowałyśmy bardzo wielu przepisów z różnych książek kucharskich, gazet i tym podobnych, jednak te okazały się najlepsze. Te które widzicie nie są jeszcze do końca skończone, wymagają jeszcze ozdobienia lukrem, ale jeszcze nie miałam czasu tego zrobić, po za tym czekam na Mikołaja który przyniesie mi barwniki spożywcze, żeby były jeszcze piękniejsze.


 Składniki


200 g masła lub margaryny
250 g cukru
500 g miodu sztucznego
20 g kakao
1 opakowanie przyprawy do piernika
1  kg mąki
2 łyżeczki sody oczyszczonej lub proszku do pieczenia
szczypta soli
3 żółtka

Masło, miód, cukier, przyprawy, kakao wkładamy do płaskiego garnka i doprowadzamy powoli do zagotowania, potem odstawiamy do ostygnięcia.

Mąkę wsypujemy do miski, łączymy z sodą lub proszkiem i powoli wlewamy miód z dodatkami, dodajemy żółtka i wszystko dokładnie drewnianą łyżką. Potem zagniatamy wszystkie składniki aby dobrze się połączyły, robimy kulę, którą zawijamy szczelnie folią aluminiową i zostawiamy do następnego dnia w temperaturze pokojowej. Ciasto wałkujemy na grubość ok 0,5 cm, wycinamy wzory. Pieczemy w temperaturze ok 180stopni przez 12-15 minut

Pierniczki zaraz po zdjęciu z blaszki i ostygnięciu będą strasznie twarde, ale to jet normalne i nie należy się tym przejmować, ponieważ pierniczki im starsze tym lepsze i bardziej miękkie. Jeśli zostaną upieczone 2 tygodnie przed świętami powinny być idealne, gdy zabłyśnie pierwsza gwiazdka.

Małemu Człowiekowi bardzo smakują pierniczki :)
PS. Na trzecim zdjęciu są testowe pierniczki z karmelkami, a pomysł zaczerpnięty stąd, ale nie jestem z nich zadowolona w 100%, więc będę próbować z innymi cukierkami, jak wyjdą to się nimi podzielę.

niedziela, 2 grudnia 2012

bezy z zapachem pierniczków ;)

i oto jest kolejny post.
Dużo się dzieje, a tak mało czasu na pisanie, nie tylko bloga, ale i pracy mgr. Na szczęście jest czas na upieczenie słodkości pyszności. Bezy bo o nich mowa upiekły się już w piątek, a stało się to za sprawą tych w tle, czyli pierniczków. Ciasto wymagało samych żółtek, więc jak inaczej można wykorzystać pozostałe białka jeśli nie na cudowne błyszczące białe maleństwa:) Po za tym w lodówce czekały jeszcze inne białka właśnie na tą okazję i tym sposobem są bezy :) Słyszałam, że bezy są bardzo trudnym tematem i nie zawsze chcą wyjść takie jak powinny. Za swój osobisty sukces uważam fakt, że są to moje pierwsze własnoręcznie zrobione i udane bezy. Trochę tu poczytałam , podpytałam Babcię, która jest mistrzynią w robieniu ciasteczek i takie są efekty.


Składniki

6 białek
300 g cukru 

Białka ubijamy dodając stopniowo cukier na sztywną i gęstą pianę, cukier powinien się rozpuścić.  Piana będzie gotowa, gdy  odwrócimy miskę do góry dnem, a masa pozostanie na miejscu. Teraz nie pozostaje nic innego jak przełożyć pianę na blachę, można to zrobić szprycą, rękawem cukierniczym albo po prostu łyżeczką, jak ja to zrobiłam, ponieważ nie posiadam tak zaawansowanego sprzętu ;) 
Wydaje mi się, że cała sztuka pieczenia bez polega na ich odpowiednim wysuszeniu, ja moje trzymałam w zamkniętym piekarniku przez 2 godziny w temperaturze 105 stopni. Po tym dwugodzinnym wygrzewaniu stygły razem z piekarnikiem.



 
PS. Z tych 6 białek strasznie dużo wychodzi tych bezów, więc jeśli ktoś nie ma ochoty zjeść, aż tylu to proponuję proporcje 4 białka - 200 g cukru lub 2 białka - 100 g cukru.

PS2. Przepis na te pierniczki też się wkrótce pojawi, bo przecież trzeba je wcześniej upiec, żeby zrobiły się zdatne do zjedzenia bez łamania zębów.